Bodajże w którymś z listów punktował klasowe mechanizmy filantropii. Ma ktoś zacytować?

  • harc@szmer.info
    link
    fedilink
    Polski
    arrow-up
    2
    ·
    1 month ago

    W jakiejś adekwatnej społeczności z lemmy.ml albo hexbear jak zapytasz to pewnie od razu ci dadzą !marxism@hexbear.net mi się wyszukuje na poczekaniu, można sfederować i pytać (jest tam więcej niż jeden post który z jakiegoś powodu jest zfederowany). Tylko raczej po angielsku.

  • deck5955@szmer.infoOP
    link
    fedilink
    Polski
    arrow-up
    1
    ·
    1 month ago

    dobra chodziło o ten w wersji angielskiej: Let no one believe, however, that the “cultivated” Englishman openly brags with his egotism. On the contrary, he conceals it under the vilest hypocrisy. What? The wealthy English fail to remember the poor? They who have founded philanthropic institutions, such as no other country can boast of! Philanthropic institutions forsooth! As though you rendered the proletarians a service in first sucking out their very life-blood and then practising your self-complacent, Pharisaic philanthropy upon them, placing yourselves before the world as mighty benefactors of humanity when you give back to the plundered victims the hundredth part of what belongs to them! Charity which degrades him who gives more than him who takes; charity which treads the downtrodden still deeper in the dust, which demands that the degraded, the pariah cast out by society, shall first surrender the last that remains to him, his very claim to manhood, shall first beg for mercy before your mercy deigns to press, in the shape of an alms, the brand of degradation upon his brow.

    źródło

  • deck5955@szmer.infoOP
    link
    fedilink
    Polski
    arrow-up
    1
    ·
    1 month ago

    znalazłem wersję polską: Dzieła zebrane tom 2 (1961)/F. Engels: Położenie klasy robotniczej) w Anglii/Stosunek burżuazji do proletariatu/ str. 575

    Nie myślcie jednak, że „wykształcony” Anglik popisuje się tak otwarcie tym sobkostwem. Przeciwnie, on ukrywa je pod najpodlejszą obłudą. - Jak to, angielscy bogacze nie myślą o biedakach, oni, którzy urządzili zakłady dobroczynności, jakimi nie może się poszczycić żaden inny kraj? Otóż to, za kłady dobroczynności! Jak gdyby to było przysługą wyświad czoną proletariuszowi, że najpierw wysysacie z niego ostatnie soki, aby potem móc nasycić jego kosztem swoje egoistyczne faryzeuszowskie ciągoty do świadczenia dobrodziejstw i stanąć przed światem w charakterze potężnych dobroczyńców ludz kości, oddając wyżyłowanemu setną część tego, co mu się należy! Dobroczynność, która bardziej wyzuwa z człowieczeń stwa tego, kto ją wyświadcza, niż tego, kto z niej korzysta; dobroczynność, która jeszcze gorzej poniewiera już i tak spo niewieranego, która żąda, by odczłowieczony, wyrzucony poza nawias społeczeństwa parias zrzekł się tego, co mu jeszcze w ogóle zostało - swego prawa do człowieczeństwa - by żebrał o jej łaskę, zanim będzie ona łaskawa wycisnąć mu jałmużną piętno utraty człowieczeństwa na czole! Ale po cóż to wszystko; posłuchajmy samej burżuazji angielskiej. Nie minął jeszcze rok, jak czytałem w „Manchester Guardian” następujący list do redaktora, wydrukowany bez wszelkich komentarzy, jako rzecz całkiem naturalna, rozsądna: Panie Redaktorze! Od pewnego czasu spotyka się na głównych ulicach naszego miasta mnóstwo żebraków, którzy swymi łachmanami, chorym wyglądem, nie kiedy okropnymi, otwartymi ranami i okaleczeniami usiłują wzbudzić w przechodniach współczucie często w sposób zgoła bezwstydny i do kuczliwy. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś nie tylko płaci swój podatek na ubogich, ale także hojnie popiera towarzystwo dobroczynności, to uczynił chyba dosyć, żeby mieć prawo być zabezpieczonym przed tego rodzaju nieprzyjemnymi i bezwstydnymi nagabywaniami; a po co płaci się tak wysoki podatek na utrzymanie policji miejskiej, skoro nie chroni ona człowieka nawet w takim stopniu, aby mógł spokojnie wejść do miasta lub wyjść stamtąd? - Mam nadzieję, że opublikowanie tych kilku wierszy w Pańskim poczytnym piśmie skłoni władze do usunięcia tego zła (nuisance). Pozostaje oddana Wam Pewna dama Otóż macie! Angielska burżuazją jest dobroczynna z intere su, nie daruje niczego bezinteresownie, traktuje swe datki jako handel, zawiera z biednymi transakcję, mówiąc: Jeśli przezna czam tyle a tyle na cele dobroczynne, to tym samym kupuję sobie prawo domagania się, by mnie nie molestowano; wy zaś obowiązujecie się za to pozostawać w swych ciemnych norach i nie drażnić moich delikatnych nerwów wystawianiem swej nędzy na widok publiczny! Możecie sobie nadal rozpa czać, ale macie rozpaczać po cichu, to sobie zastrzegam, to sobie kupuję swoją 20-funtową ofiarą na szpital! Przeklęta, haniebna dobroczynności chrześcijańskiego burżua! - I tak pisze „pewna dama” , tak jest, dama; dobrze robi, że się tak podpisuje, na szczęście nie ma już odwagi nazwać się kobietą! Skoro jednak takie są „damy” , jak dopiero wygląda sprawa z „panami” ? - Powie ktoś może, że jest to pojedynczy wypa dek. Ależ nie, ten list odzwierciedla wprost mentalność znacznej większości burżuazji angielskiej, inaczej przecież nie przyjąłby go redaktor, inaczej nastąpiłaby przecież jakaś od powiedź, której daremnie szukałem w następnych numerach. A co do rozmiarów tej dobroczynności, to przecież sam kano nik Parkinson mówi, że biedni uzyskują daleko większe wspar cie od równych sobie niż od burżuazji; a taka pomoc zacnego proletariusza, który sam wie, czym jest głód, dla którego dzielenie się skromnym posiłkiem jest ofiarą, którą ponosi on jednak z radością - taka pomoc ma też całkiem inne zabar wienie niż jałmużna rzucana przez pławiącego się w zbytku burżua.