"Dotrą do naszego kraju tylko po naszych trupach” – przysięga YPJ, podczas gdy Kurdowie walczą o de facto stolicę Rożawy.
Kurdyjska milicja złożona wyłącznie z kobiet, która przewodziła walce z Państwem Islamskim (IS), odmawia złożenia broni w walce z siłami prorządowymi w Syrii.
Jednostki Ochrony Kobiet (YPJ), których liczebność w szczytowym okresie wojny z Państwem Islamskim wynosiła 24 000 żołnierzy, zapowiedziały, że będą kontynuować walkę pomimo porozumienia między Kurdami a siłami lojalnymi wobec prezydenta Ahmeda al-Sharaa .
Jak twierdzą przedstawiciele YPJ, walka ta nie ogranicza się wyłącznie do kwestii terytorialnych. Jest ona częścią szerszej batalii o autonomię Kurdów i prawa kobiet.
Ruksen Mohammed, rzeczniczka YPJ, powiedziała dziennikowi The Telegraph w kurdyjskiej stolicy Al-Kamiszli: „Jako kobieta, dlaczego sięgnęłam po broń?
„Bo widzę, że moje społeczeństwo, moja autonomia, moja tożsamość są zagrożone. Może i mam ojca, braci, ale muszę się bronić. Nikt inny nie może tego zrobić za mnie”.
SI pisała ten artykuł?
Nie to część wywiadu z dowódczynią YPJ
ach, to może automatyczny tłumacz (?)


